Wiedza Tajemna

Cthulhu w okopach Wielkiej Wojny - część III

Ostatnia misja Williego Rohra
Zanim oczom opinii publicznej ukazały się opublikowane wspomnienia wojenne Lawrenece’a i von Lettow Vorbecka, wielu politykom oraz większości obywateli państw biorących udział w Wielkiej Wojnie wydawało się, że o działaniach zbrojnych na froncie decydują pozbawieni wyobraźni kretyni. Często też postrzegano głównodowodzących jako rozmiłowane w śmierci i cierpieniu potwory z piekła rodem, zdolne jedynie do prowadzenia krwawych walk na wyczerpanie, w których żołnierze stanowili mięso armatnie. Jednak rzeczywistość dość szybko okazała się znacznie bardziej skomplikowana. Dzięki frontowym zapiskom i wspomnieniom ludzi, którzy przeżyli koszmar Wielkiej Wojny, wiemy dziś znacznie więcej o utajnionych operacjach prowadzonych w tamtym okresie oraz ich wpływie na późniejszą historię świata. Jedną z nich była akcja o kryptonimie „Świt”, od blisko wieku stanowiąca zagadkę dla wszystkich Badaczy Tajemnic.

Nowe narzędzia wojny

++

Do roku 1914 nie przykładano szczególnej wagi do doskonalenia tradycyjnego uzbrojenia i wyposażenia używanego podczas oblężenia. Żołnierze piechoty, którzy jako pierwsi drążyli linie okopów na froncie I wojny światowej, za uzbrojenie mieli jedynie karabiny i bagnety. Wprawdzie już wówczas istniały karabiny maszynowe, jednak bardziej przypominały jeszcze lekką artylerię niż broń indywidualną; każdy z nich ważył przeszło 54 kg. Sytuacja uległa zasadniczej zmianie w pierwszym roku wojny. W 1915 używano już wielu nowych typów broni, wszystkie armie posiadały też lekkie karabiny maszynowe: Brytyjczycy mieli ważącą około 13 kg, ładowaną z magazynka broń, skonstruowaną przez amerykańskiego pułkownika Nathana Lewisa, Niemcy zaś jeszcze lżejszy karabin konstrukcji Duńczyka Carla Madsena. Pod koniec Wielkiej Wojny Niemiec Hugo Schmeisser zbudował pistolet maszynowy, na co Amerykanie odpowiedzieli konstrukcją inżyniera i generała brygady Roberta Thompsona.

Ponieważ warunki wojny pozycyjnej niewiele odbiegały od niegdysiejszych oblężeń, przypomniano sobie o dawnych rodzajach uzbrojenia używanego w tym celu, które po udoskonaleniu stanowiło doskonałą broń okopową. Do 1915 piechotę wyposażono w ręczne granaty, wyrzutnie granatów i lekkie moździerze, które łatwo było transportować. W skład uzbrojenia używanego w walce wręcz weszły z powrotem pałki, kastety i sztylety. Godną uwagi innowacją było nowe wykorzystanie broni montowanej w starożytności na okrętach bizantyjskich: miotaczy płomieni, które w XX wieku najczęściej stosowano w ich przenośnej wersji, znanej jako Flammenwerfer, czyli lekki miotacz ognia.

Pierwsze oddziały elitarne

++

Wzrost siły i skuteczności ognia ciężkiej artylerii, jaki nastąpił w 1916 roku, zmusił wojska wszystkich walczących państw do zmniejszenia szerokości pasów fortyfikacji polowych, w zamian za co zaczęto się głębiej wkopywać w ziemię. Na froncie zachodnim nie budowano już ciągłych linii okopów, zastąpiły je współdziałające ze sobą umocnione punkty ogniowe, czasem oddalone od siebie nawet o kilkaset metrów. Oddalenie to otwarło nowe możliwości przed małymi grupami wypadowymi piechoty. Mogły one teraz przedostawać się daleko w głąb pozycji przeciwnika, omijając bądź umiejętnie przekradając się pomiędzy poszczególnymi obiektami. Na akcje tego typu jak dotąd nie wymyślono oficjalnego terminu wojskowego. Australijczycy, którzy wraz z innymi nacjami pochodzącymi z dominiów brytyjskich, jako pierwsi wyspecjalizowali się w tego typu operacjach, nazywali je: „swobodna penetracja”.

Z tworzenia doraźnych grup wypadowych dość szybko zrezygnowali nie tylko Brytyjczycy, ale i Francuzi oraz Włosi. Ich żołnierze weszli w skład specjalnych oddziałów noszących w armii francuskiej nazwę Grenadiers d’Elite, we włoskiej zaś – Arditi. Także Niemcy zorganizowali podobne jednostki. Nowe rodzaje uzbrojenia i wyposażenia używanego do akcji zaczepnych jako pierwsze wypróbowały niemieckie baony saperów. W ten sposób powstała jedna z najsłynniejszych i najbardziej elitarnych jednostek Wielkiej Wojny.

„Rohr”

Pod koniec 1915 roku batalion dowodzony przez kapitana Willego Rohra został całkowicie przezbrojony, otrzymując najnowsza broń: ręczne granaty, granatniki, lekkie karabiny maszynowe, lekkie moździerze i miotacze ognia. Żołnierzom dano również eksperymentalne umundurowanie: zamiast charakterystycznych pikielhaub – hełmy w kształcie odwróconego wiaderka na węgiel, w miejsce butów z cholewami – trzewiki i owijacze na nogi, a także lekkie półpancerze chroniące ciało przed odłamkami szrapneli.

Willi Martin RohrWilli Martin Rohr

Batalion ten, znany jako Oddział Szturmowy „Rohr”, był pierwszą nowoczesną jednostką szturmową. Odznaczył się już w bitwie pod Verdun w 1916. Gdy ogień niemieckiej artylerii zmusił Francuzów do skrócenia linii frontu, oddział Rohra przedostał się daleko w głąb francuskich umocnień, unikając starcia z głównymi siłami przeciwnika. Manewr, o którym mowa, nie odbiegał w niczym od zasad „swobodnej penetracji”, jak ją nazywali żołnierze australijscy. Francuzi na określenie takiego rodzaju ataku używali czasownika „infiltrer” – przenikać, wsiąkać. W ciągu roku wszystkie armie walczące na froncie zachodnim stawały w pogotowiu na sam dźwięk słowa „infiltracja”.

W 1916 kwatermistrz generalny kajzerowskich sił zbrojnych, generał Ercih von Ludendorff, złożył krótką, lecz znaczącą wizytę na froncie zachodnim. Tam po raz pierwszy miał okazję widzieć w akcji Oddział Szturmowy „Rohr”. Generał był tak zafascynowany tym, co zobaczył, że kilka miesięcy później (z początkiem 1917) wydał rozkaz tworzenia wielu nowych jednostek tego typu i wprowadzenia stosowanej przez nie taktyki do programów szkolenia bojowego pozostałych formacji armii niemieckiej. Decyzja ta wkrótce dała oczekiwane skutki. We wrześniu 1917 dywizje szturmowe wsparte huraganowym ogniem artylerii rozbiły Rosjan pod Rygą. W październiku Włosi zostali pokonani w ten sam sposób pod Caporetto, a w listopadzie Niemcy zmusili Brytyjczyków do odwrotu spod Cambrai. Pasmo zwycięstw spowodowało zachłyśnięcie się sukcesami i w konsekwencji fatalne błędy organizacyjne. Zanim jednak w marcu 1918 Niemcy rozpoczęli feralną „ofensywę zwycięstwa” przeciwko 5. Armii brytyjskiej, ich oddziały szturmowe wzięły udział w dość szczególnej misji na froncie rumuńskim, w rejonie historycznego Siedmiogrodu.

Operacja „Świt”

++

Wczesną wiosną 1918 roku Batalion Szturmowy „Rohr” skierowany został na mało istotny odcinek frontu wschodniego, który przebiegał przez Rumunię w rejonie Transylwanii. Tam odział pod dowództwem Willego Rohra, korzystając z osłony artylerii tureckiej, w nocy z 4 na 5 maja przepuścił atak na umocnienia armii rumuńskiej wspieranej przez nieliczne grupy żołnierzy brytyjskich oraz belgijskich. Dwie wchodzące w skład niemieckiego batalionu kompanie szturmowe, po przedarciu się przez linie umocnień ententy, zatrzymały się w górzystym rejonie Siedmiogrodu. Trzecia z nich, dowodzona przez samego Williego Rohra, skrycie przemykała się nadal w kierunku południowym. Rumuńskie i brytyjskie odziały zwiadowcze, śledzące marsz nieprzyjaciela, wnioskując z trasy marszu Niemców, alarmowały o możliwym zagrożeniu stolicy, a w szczególności rządu oraz króla. Jednak Oddział Szturmowy „Rohr”, nie niepokojony przez nieliczne i mocno wystraszone jednostki rumuńskie, zamiast do Bukaresztu skierował się w rejon jeziora Snagov. W tym miejscu ślad się urywa…

Jak raportowali żołnierze rumuńscy, śledzący kompanię nowo mianowanego majora Williego Rohra, w rejonie wsi Snagov doszło do zażartej walki. Nie potrafili jednak powiedzieć z kim starł się niemiecki oddział. Orientację utrudniała ponoć niezwykle gęsta mgła, napływająca od strony jeziora, można jednak podejrzewać, iż to wojenna sława batalionu „Rohr” skutecznie powstrzymywała zwiadowców od zbytniego zbliżania się do wysuniętych przez Niemców „czujek”. Rankiem, kiedy mgła opadła, po oddziale szturmowym nie było śladu. Mieszkańcy wsi, wypytywani przez żołnierzy, nie potrafili lub nie chcieli odpowiedzieć na pytania o zeszłą noc. Po krótkich poszukiwaniach wojska ententy uznały, że Niemcy zwyczajnie zabłądzili i po omyłkowym ostrzelaniu własnych żołnierzy w gęstej mgle, przepadli gdzieś na nieprzebytych bagnach otaczających jezioro.

Wspomnienia kapitana Jungera

++

Kilka lat po wojnie, po gorzkiej i upokarzającej porażce, zgrupowania oddziałów szturmowych urosły do rangi symbolu. Niemcy zostały wprost zarzucone książkowymi edycjami wspomnień weteranów tych jednostek, a jedną z klasycznych już pozycji tego nurtu pamiętnikarskiego stał się „Stahlsturm”, napisany przez kapitana Ernsta Jungera, żołnierza elitarnego batalionu „Rohr”. Wartość literacka tej książki jest porównywalna z „Siedmioma filarami mądrości” T. Lawrence’a. Stała się ona w Wielkiej Brytanii prawdziwym bestsellerem, gdy w 1929 ukazała się w wydaniu anglojęzycznym pod tytułem „Stalowy szturm. Z pamiętnika oficera niemieckiego oddziału szturmowego na froncie zachodnim.”

Dla nas jednak najważniejsze jest to, iż kapitan Ernst Junger, który brał udział w operacji „Świt”, w swej książce wspomina o tej tajemniczej akcji. Nie znał on, jak sam przyznaje, celu, który dowództwo postawiło przed Willim Rohrem. Jego działania w tym przedsięwzięciu zakończyły się na przebiciu się przez umocnienia rumuńskie i zabezpieczaniu drogi powrotnej dla kompani, która ruszyła na południe. Kiedy minął przewidziany czas oczekiwania, wraz z resztą oddziału wycofał się z powrotem przed linię frontu. Wspomina jednak, iż wraz z majorem Rohrem w misji wzięli udział specjalni pracownicy wywiadu niemieckiego oraz tajnej austriackiej policji. Twierdzi również, że tuż po wojnie Austriacy wysłali w rejon jeziora Snagov kolejną misję, mającą ustalić przyczyny tajemniczego zniknięcia elitarnego oddziału szturmowego. Mówiło się również, że przy tej okazji doszło do regularnej wojny wywiadów pomiędzy niedawnymi przeciwnikami, a więc Niemcami i Austrią z jednej oraz Anglia i Rosją z drugiej strony.

Jakikolwiek był cel kompanii majora Williego Rohra i czegokolwiek szukał nad brzegami ciemnego jeziora Snagov, wyjaśnienie zagadki, ze względów czysto politycznych, musiało przejść na dalszy plan. Aż do roku 1944…

Epilog: Cień z przeszłości

++

Wówczas to bowiem cała historia powróciła w nie mniej tajemniczych i dramatycznych okolicznościach. W czasie kiedy losy II wojny światowej wydawały się już rozstrzygnięte, mały oddział niemiecki złożony z grupki wojskowych oraz cywilów, eskortowanych przez żołnierzy elitarnej jednostki „Brandenburg”, wylądował nieopodal Snagov. Początkowo niezauważeni przez nikogo, rozpoczęli dokładnie przeszukiwania okolicy, kierując się w kierunku starego monastyru Snagov, usytuowanego na niewielkiej wysepce, obmywanej mrocznymi wodami jeziora. Alianci dopiero po kilku dniach zorientowali się w działaniach przeciwnika. Nie znajdując w nich jednak większego sensu, ograniczyli się jedynie do prowadzenia nasłuchu wszelkich informacji radiowych, dochodzących z tego obszaru. I było tak do czasu, kiedy jedna ze stacji radiowych przechwyciła skrzętnie zaszyfrowany komunikat, jaki tajemniczy oddział przesłał do Berlina. Po jego rozszyfrowaniu dowództwo aliantów na obszarze całej południowej Europy stanęło na baczność. Niestety, było już za późno na reakcję. Niemcy zdążyli opuścić przepatrywany teren, zanim zjawiły się tam wojska amerykańskie.

To, co po latach badań udało się ustalić, to dwa, niezmiernie intrygujące fakty. Pierwszym jest to, że architektem tej dziwnej, sekretnej operacji był sam Paul von Lettow Vorbeck, niegdyś zwany „Lisem sawanny”, a później „generałem do specjalnych celów”. Drugą zagadką jest treść wiadomości, jaką przekazano do Berlina znad jeziora Snagov. Była to krótka, lecz jednocześnie niezwykle niepokojąco brzmiąca dla aliantów informacja. Wówczas, u schyłku wojny, kiedy wywiadom wszystkich państw biorących udział w konflikcie doskonale znane były gorączkowe, prowadzone przez Hitlera, poszukiwania Wunderwaffe, ta lakoniczna wiadomość niosła ze sobą spore zagrożenie. Brzmiała krótko: „znaleźliśmy”.
KOMENTARZE (0) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Copyright © 2004-2017 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 21 paź 2017, 22:22 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka