Wiedza Tajemna

Cthulhu w okopach Wielkiej Wojny - część II

"Wojna czarowników"
W marcu 1919 roku, gdy w Londynie damy z towarzystwa zasypywały pułkownika JKM Thomasa Lawrence’a zaproszeniami do swoich salonów, w Berlinie tłumy ludzi wiwatowały na cześć 192 jeźdźców ubranych w mundury koloru khaki i kapelusze z podwiniętym z prawej strony rondem. Jeźdźcami defilującymi aleją Unter den Linden byli ci, którzy ocaleli spośród żołnierzy Schutztruppen (wojsk ochrony) z Tanganiki – niemieckiej kolonii w Afryce Wschodniej. Przez cztery i pół roku oddziały te toczyły nieustające walki z przeważającymi siłami wroga. Kres ciągłych potyczek przyniosło dopiero listopadowe zawieszenie broni w 1918 roku.

Paul von Lettow Vorbeck - siedzący w środkuPaul von Lettow Vorbeck - siedzący w środku

Schutztruppen z Tanganiki dowodził generał Paul von Lettow Vorbeck, który wkrótce zdobył w Niemczech taką sławę, jaką pułkownik Lawrence cieszył się w Wielkiej Brytanii. On także niedługo po swym powrocie do ojczyzny opisał swe doświadczenia wojenne w książce, którą zatytułował „Wspomnienia z Afryki Wschodniej”. Dzieło to nie stało wprawdzie na tak wysokim poziomie pod względem literackim, jak „Siedem filarów mądrości” Lawrence’a, mogło natomiast służyć jako doskonały podręcznik prowadzenia wojny partyzanckiej. Jednak uważni czytelnicy szybko przekonali się, iż książka ta nie zawiera wyłącznie opisów różnorakich metod działań dywersyjnych. „Wspomnienia z Afryki Wschodniej” pełne byłe dziwnych, często niezrozumiałych aluzji, sugestii i odwołań do dawnych czasów, w których Tanganika znajdowała się pod wpływami arabskimi oraz indyjskimi, a także jeszcze wcześniejszych dziejów tego kraju sięgających epoki sprzed nadejścia Buszmenów – pierwszych czarnych plemion na dzikim płaskowyżu Unyamwezi.

Sekrety „Lisa sawanny”

W roku 1914 von Lettow Vorbeck dowodził niemieckimi wojskami kolonialnymi w Tanganice (kontynentalnej części dzisiejszej Tanzanii). Kraj ten, otoczony zewsząd zamorskimi posiadłościami państw Ententy, nie mógł liczyć na żadną pomoc z zewnątrz. W tak beznadziejnej sytuacji politycznej oraz strategicznej cywilne władze Tanganiki nalegały na Vorbecka, aby złożył broń, a tym samym umożliwił zawarcie z Brytyjczykami porozumienia, gwarantującego niemieckiej kolonii neutralność aż do zakończenia toczącej się wojny. Jednak von Lettow Vorbeck stanowczo sprzeciwił się planom kapitulacji. Był przekonany, że on i jego 2732 ludzi (260 Niemców i 2472 askarysów – żołnierzy tubylczych sił kolonialnych rekrutujących się z afrykańskich tubylców) mogą przydać się Niemcom w tej wojnie. Walcząc z Brytyjczykami, zmuszą ich do kierowania na teren Afryki Wschodniej wciąż nowych wojsk, które trzeba będzie ściągać z innych frontów.

++

Swoje siły podzielił na 14 samodzielnych kompanii. Każda składała się z 16 – 20 Niemców i około 200 askarysów, wszystkim towarzyszyło przeciętnie po 250 czarnych półnagich tragarzy niosących zaopatrzenie i amunicję. Kompanie te w pełni zasługiwały na miano lotnych. Operując samodzielnie, szybko przemieszczały się w trudnym i niebezpiecznym terenie, mogły być również koncentrowane w dowolnym miejscu dla przeprowadzenia większych akcji. Gdy w październiku 1914 w porcie Tanga, na północno – wschodnim wybrzeżu Tanganiki, wylądował liczący 8000 żołnierzy korpus brytyjski, Vorbeck zgrupował w tym rejonie cztery kompanie, liczące razem około 1000 ludzi. Mimo że stosunek sił wynosił 8:1, Brytyjczycy ponieśli druzgocącą klęskę; 800 żołnierzy armii imperialnej dostało się do niewoli. Później, w styczniu 1915, Vorbeck zaatakował dwa hinduskie bataliony w Yasini, na granicy tanganicko – kenijskiej, zmuszając je do kapitulacji.

Bitwy pod Tanga i Yasini były wprawdzie spektakularnymi zwycięstwami, jednak Niemcom nie udało się uniknąć bolesnych strat w ludziach. Nie do zastąpienia byli zwłaszcza polegli oficerowie i podoficerowie. Widząc to i zdając sobie sprawę, że jego głównym celem jest zaangażowanie w walkach w Afryce Wschodniej jak największych sił brytyjskich, von Lettow Vorbeck zmienił taktykę. Postanowił unikać większych starć zbrojnych i podzielił swe kompanie na 10 – osobowe sekcje, dowodzone przez Europejczyków.

++

W pierwszej dekadzie 1915 grupy te wdarły się daleko w głąb Kenii. Celem ich ataków stała się linia kolejowa łącząca Kenię z Ugandą. Po wykolejeniu z górą 30 pociągów i wysadzeniu w powietrze 10 mostów podzielone siły Schutztruppen praktycznie odcięły Ugandę od świata. Zmusiło to Brytyjczyków, i inne państwa, do energicznego przeciwdziałania. Do lata 1918 roku wzdłuż i wszerz Afryki Wschodniej ludzi Vorbecka ścigało łącznie około 350 000 żołnierzy brytyjskich, hinduskich, południowoafrykańskich, rodezyjskich, belgijskich, portugalskich oraz Afrykanów wchodzących w skład wojsk kolonialnych tychże państw.

Mimo tak szeroko zakrojonej akcji oddziałom wojsk sprzymierzonych nie udało się nigdy pokonać nieuchwytnego przeciwnika. Von Lettow Vorbeck wydał swym podkomendnym rozkaz złożenia broni dopiero po 17 listopada 1918 roku, po otrzymaniu i potwierdzeniu wiadomości o podpisaniu rozejmu kończącego I wojnę światową.

Mroczna tajemnica sukcesu

Strategia niemieckiego dowódcy okazała się dużo skuteczniejsza, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. Można wręcz rzec, iż sukces oddziałów Schutztruppen nosi znamiona przedziwnego, opierającego się racjonalizmowi wydarzenia. Oto bowiem dwutysięczny oddział rozproszony w małych grupach po niemal całej Afryce Wschodniej nie tylko toczył nieustanną walką z najdzikszymi siłami przyrody Czarnego Lądu, ale i odpierał ciągłe ataki ze strony blisko 350 000 wojska połączonych armii. W trakcie tej kampanii von Lettow Vorbeck stracił znacznie poniżej 1000 żołnierzy, gdy tymczasem straty kolonialnych wojsk brytyjskich i państw sojuszniczych wyniosły 80 000 ludzi, z czego większość zmarła na skutek chorób, ataku drapieżników oraz w innych, dość tajemniczych okolicznościach.

++

Do dziś trwa spór historyków co do powodów, dla których Schutztruppen przez cztery i pół roku wodziły za nos tak wielką armię wojsk kolonialnych. Jedni wskazują na geniusz i charyzmę dowódcy oraz na jego otwarty umysł i zdolność adaptacji taktyki do otaczającego go terenu. Inni decydujących czynników dopatrują się w dzikości kraju, w którym toczyła się ta niesamowita kampania. Pamiętać bowiem należy, iż cała Afryka Wschodnia, a w szczególności Tanganika, to nie tylko jeden z najpiękniejszych, ale i najniebezpieczniejszych rejonów Czarnego Lądu. Wojska kolonialne państw sprzymierzonych prowadziły pościg za oddziałami Schutztruppen poczynając od tajemniczego, wyniosłego szczytu Kilimandżaro pokrytego wiecznym śniegiem, aż po ciemne i niezbadane wody jeziora Tanganika. Poprzez paloną słońcem wyżynę wschodnioafrykańską, dziwnie ukształtowane i złowrogie kratery Ngorongoro, zalewane wodą i rojące się od drapieżników równiny Serengeti, aż po dzikie brzegi Jeziora Wiktorii. Na terenach tych króluje przebogata, pierwotna afrykańska flora i fauna, tropikalne choroby w rodzaju malarii oraz śpiączki oraz czarne plemiona tubylców zanoszących swe modły do dawno zapomnianych bóstw.

Możliwe jednak, iż przyczynę, a także wyjaśnienie tych jakże sensacyjnych sukcesów von Lettow Vorbecka, odnalazł nie historyk czy znawca militariów, ale pewien mało znany antropolog. E. H. Winter, badając świat czarów Afryki Wschodniej, natrafił na bardzo osobliwą społeczność zamieszkującą północnozachodnią część niegdysiejszej Tanganiki; natrafił na plemię Amba.

Z notatek antropologa

Tacy ludzie jak Amba i ich pobratymcy głęboko wierzą, że światem rządzą siły nadnaturalne. Są to siły konkretne, duchy, które mają imiona, czary, które można określić. To one nadają bieg i sens zdarzeniom, rozstrzygają o naszym losie, decydują o wszystkim.

Jedną z owych sił są czarownicy...


Czarownik to zły człowiek, zawsze działający w złej intencji. Istnieją dwa rodzaje czarowników (ale język polski tego nie rozróżnia) [...] Pierwszy z nich to sorcerer. Jest to odmiana łagodniejsza, słabsza, mniej demoniczna. Sorcerer to czarownik profesjonalista, dla którego rzucanie czarów jest zawodem wyuczonym, rzemiosłem i źródłem utrzymania. [...] Żeby nas zniszczyć, sorcerer musi uciec się do różnych zabiegów magicznych, tajemniczych obrzędów, rytualnych gestów. Taki czarownik – rzemieślnik może razić i niszczyć tylko jednostki, tylko cele pojedyncze [...].

++

Drugi typ czarownika jest groźniejszy. Anglicy nazywają go – witch. Witch to groźna postać. Ani wygląd, ani zachowanie nie zdradzają jego szatańskiej natury. Nie nosi specjalnych strojów, ani nie ma czarnoksięskich instrumentów. Nie warzy mikstur, nie preparuje trucizn, nie wpada w trans i nie czyni zaklęć. Ten rodzaj czarownika działa siłą mocy psychicznej, z którą się rodzi. Jest ona cechą jego osobowości. To, że czyni źle i przynosi nieszczęścia, nie wynika z jego upodobań. Nie sprawia mu to przyjemności. On po prostu taki jest.

Jeżeli jesteśmy blisko – wystarczy, że spojrzy. Czasem ktoś na nas patrzy uważnie, przenikliwie i długo. Może to być czarownik, który właśnie rzuca na nas czary. Ale to, że będziemy daleko, wcale nie stanowi dla niego przeszkody. Może on rzucać czary z wielkiej odległości, choćby na drugi koniec Afryki albo nawet dalej.

Jeśli ktoś ginie od czarów tego czarownika – diabła, to stała się tragedia dla rodziny i klanu, gdyż jego klątwa spada na całą zbiorowość i ta śmierć jest ledwie zapowiedzią, wierzchołkiem góry lodowej.


Amba, jak stwierdził Winter, podobnie jak i inne ludy kontynentu traktują poważnie istnienie zła i groźbę czarów, i z tego powodu również boją się i nienawidzą czarowników. Ale w przeciwieństwie do powszechnego przekonania, że czarownicy żyją wśród innych, że działają na zewnątrz, z daleka, Amba utrzymują, że czarownicy są wśród nich, w ich rodzinach, w ich wioskach, że tworzą integralną część ludu. Amba twierdzą, że to wśród nich od pokoleń żyją owi legendarni, straszni, demoniczni czarownicy – witch. I to właśnie ludzie z tego plemienia, co odkrył Winter, w 1914 roku najęli się jako tragarze dla dowodzonych przez Vorbecka oddziałów Schutztruppen.

Generał do specjalnych celów

W powojennych Niemczech nie zapomniano o zasługach von Lettow Vorbecka. Przywódcy państwa, które w dającej się przewidzieć przyszłości miało być słabe militarnie, często słuchali jego rad, podobnie jak Winston Churchill, który korzystał z wojskowego (i nie tylko) doświadczenia Thomasa Edwarda Lawrence’a. Vorbeck, załamany sytuacją panującą w Niemczech, wkrótce został wciągnięty w działalność skrajnie prawicowych ugrupowań. Choć sam nigdy oficjalnie nie przystąpił do tworzonej wówczas partii narodowo – socjalistycznej, uczyniło to wielu jego towarzyszy broni. Wspomnienia wojenne generała Paula von Lettow Vorbecka cieszyły się w latach 20. dużą popularnością wśród sympatyków nazizmu. Jego doświadczenie w tworzeniu i prowadzeniu oddziałów specjalnych miało niebagatelne znaczenie dla przyszłej elity wojsk Niemieckich. Mówi się także, iż to właśnie Paul von Lettow Vorbeck stoi za niezwykłym zainteresowaniem, jakim wódz III Rzeszy darzył okultyzm.

++

W 1938 von Lettow Vorbeck mianowany został przez Führera „generałem do specjalnych celów”. O jego późniejszych zadaniach i okolicznościach, w jakich spędził wojnę, nie wiemy nic. Ta część życiorysu Vorbecka stanowi nieprzeniknioną tajemnicę. Wiadomo jedynie, że przeżył wojnę, a w 1959 roku udał się w kolejną podróż do Afryki Wschodniej – do swojego drugiego domu. Tam spotkał się z tymi, którzy pamiętali jeszcze prowadzoną przez Vorbecka kampanię...

Tutaj jednak ginie wszelki ślad po generale. Do dziś nie wiadomo co stało za jego tajemniczym zniknięciem. Jedynie staży tubylcy wspominają coś ukradkiem o wielkiej potędze czarowników i tajemniczym, pulsującym rytmem bębnów, wołaniu dochodzącym z głębi Czarnego Lądu.
KOMENTARZE (0) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.
  • Ostatnie artykuły

Copyright © 2004-2017 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 1 maja 2017, 05:07 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka