Wiedza Tajemna

Cthulhu w okopach Wielkiej Wojny - część I

Tajemnica pułkownika JKM Thomasa Lawrence'a
Wielka Wojna, określna później mianem I wojny światowej, przewartościowała ludzkie myślenie oraz postrzeganie świata. Okropności, jakie miały miejsce w okopach i na polach bitew, przyćmiły największe z dotychczas znanych nam koszmarów. Nawet odwieczni Badacze Tajemnic ze zgrozą wspominają o potwornych zbrodniach, nieludzkich warunkach i niesłychanych wprost okrucieństwach, które przyniosła Wielka Wojna. Od zawsze unikali zagłębiania się w błotniste, przesiąknięte odorem śmierci okopy, gdyż znajdowali tam jedynie dowód na to, że ludzkość sama, bez żadnej ingerencji ze strony nienazwanych istot, dąży do samounicestwienia. Szybko jednak okazało się, iż ten trwający cztery lata konflikt bynajmniej nie ograniczał się do wyłącznie konwencjonalnych działań wojennych i obfitował w wydarzenia, których natury nie sposób wyjaśnić bez pomocy ludzi obdarzonych wyjątkowo otwartymi umysłami.

Przed rokiem 1914 nawet najwięksi pesymiści nie przewidywali, jak wielu zabitych i rannych miały wkrótce utracić w bezpośrednich zmaganiach ogromne, stojące naprzeciwko siebie armie. Pola bitew stały się terenem masowej rzezi. Jeden dzień walk pozycyjnych kosztował siły zbrojne Ententy i Państw Centralnych nawet 100 000 ofiar. To właśnie w trakcie tych krwawych zmagań nastały sprzyjające warunki dla formowania pierwszych elitarnych jednostek do zadań specjalnych. Oddziały te, dzięki trwającemu równocześnie ogromnemu rozwojowi techniki, wyposażano w najnowsze osiągnięcia przemysłu zbrojeniowego, a następnie kierowano do zadań, z którymi zwykli poborowi nie były sobie w stanie poradzić. Jak wynika ze szczątkowo zachowanych dokumentów oraz trwożliwych, przepełnionych niedomówieniami zeznań świadków, jednostki te na swej drodze spotykały nie tylko żołnierzy wroga, ale i rzeczy daleko wykraczające poza to, co można było zamieścić w wojskowych raportach.

Lawrence z Arabii

Thomas Edward LawrenceThomas Edward Lawrence

Wiosną 1918 roku amerykański dziennikarz Lowell Thomas przyjechał ze Środkowego Wschodu do Wielkiej Brytanii, gdzie zorganizowano mu serię publicznych wykładów, cieszących się olbrzymim powodzeniem słuchaczy. Tematem spotkań, ilustrowanych filmem, fotografiami, a nawet przezroczami, była niezwykła kariera pułkownika Thomasa Edwarda Lawrence’a. Dziennikarz przedstawił Lawrence’a, 30 – letniego archeologa, absolwenta Oksfordu, jako twórcę i dowódcę regularnej armii złożonej z koczowniczych plemion arabskich, która wypędziła Turków z Hidżazu (dzisiejszej prowincji Arabii Saudyjskiej).

Po powrocie do Anglii w 1919 Lawrence, ubrany we wspaniałą szatę beduińską, stał się od razu znakomitością cieszącą się szacunkiem zarówno intelektualistów, jak i szerokich kręgów społeczeństwa brytyjskiego. „Lawrence z Arabii” okazał się jednak człowiekiem skromnym. W podsumowaniu antytureckiej rewolucji – w słynnej książce „Siedem filarów mądrości” otwarcie przyznał, że Lowell Thomas wyolbrzymił jego zasługi. Lawrence twierdził, że pełnił co najwyżej rolę mózgu arabskiego powstania przeciwko Turkom, był raczej dowódcą niż rzeczywistym przywódcą. Pisał, że podczas gdy ograniczeni umysłowo generałowie w Europie każdego dnia posyłali na pewną śmierć tysiące żołnierzy, on doprowadził do unicestwienia armii tureckiej i oswobodzenia większej części Półwyspu Arabskiego bez zbędnego rozlewu krwi we własnych szeregach. Lawrence podkreślał z naciskiem, że wojny można wygrywać przy użyciu rozumu, a nie tylko siły.

Dla Brytyjczyków – narodu, który okupił pokój utratą prawie miliona żołnierzy (największą liczbą ofiar w historii prowadzonych przez siebie wojen) – fakt, iż garstka inteligentnych ludzi działających na terytorium wroga dokonała więcej niż regularne wojska, był szokujący. Wnioski młodego pułkownika szczególnie uważnie przestudiował jego pierwszy powojenny pracodawca, ówczesny minister wojny – Winston Churchill.

Adiutant diabła

płk. Lawrence - trzeci z prawejpłk. Lawrence - trzeci z prawej

Niewielu już jednak pamięta, że Lawrence do Anglii nie powrócił bynajmniej sam, lecz w towarzystwie swojego zaufanego doradcy, znanego arabskiego mistyka imieniem Sohrawardi. Owego człowieka od samego początku otaczała gęsta aura tajemniczości. W napotkanych budził ciekawość, ale i strach. Był wysokim, smagłym mężczyzną o białych, prostych włosach i równie białych, pozbawionych źrenic oczach. Ta przedziwna anomalia uczyniła go wprawdzie niewidomym, lecz, jak szeptali między sobą arabscy powstańcy, pozwalała widzieć rzeczy ludziom niedostępne.

Obecnie, dzięki Davidowi Camus, wiemy o Sohrawardim znacznie więcej niż w 1919 angielskie ministerstwo wojny. Jest niemal pewnym, iż posiadając ową wiedzę, Winston Churchill nigdy nie zgodziłby się na to, aby ów arabski mistyk został osobistym doradcą pułkownika JKM Thomasa Lawrence’a.

Jak pisze David Camus – francuski pisarz, dziennikarz i tłumacz, wnuk znakomitego noblisty Alberta Camus – Sohrawardi urodził się w Ispahamie. Zgodnie z tym, co twierdzą niektórzy spośród jego ziomków, miał być owocem nieprzystojnego związku kobiety i „nie – człowieka” (czy też wręcz zwierzęcia), którego wszak nikt nigdy nie znał, a może i nawet nie widział. Podobno to właśnie swemu pochodzeniu Sohrawardi zawdzięczał solidną budowę ciała, zwiększoną odporność na choroby, a także niezwykłą zdolność zachowywania młodości, której wszyscy mu zazdrościli. Jednakże atuty te szły w parze z pewnymi przedziwnymi anomaliami, jak choćby owe pozbawione źrenic oczy lub rozregulowane gruczoły potowe sprawiające, że pocił się obficie wydzielając nieprzyjemny zapach odziedziczony ponoć po swym ojcu. Jak twierdzili jedni, nauczycielem Sohrawardiego, niezwykle biegłego w swej sztuce mistyka i czarownika, był sam Awicenna z Hamadanu. Inni jednak stanowczo wskazywali na Farabiego, którego uczniem był również Awicenna, jako na właściwego mistrza Sohrawardiego. Jeszcze inni, bardziej śmiali, sięgali ponoć aż do wielkiego Djehoutiego, rzecznika i archiwisty bogów, i zapewniali, że to on był jedynym prawdziwym nauczycielem doradcy pułkownika Lawrence’a. Wszyscy zgadzali się jednak co do tego, że żaden inny mag nie potrafi lepiej od Sohrawardiego zaklinać dżinów i ich sobie podporządkowywać. Jak głosi legenda, Sohrawardi zmusił króla dżinów, by ten wyjawił mu słowa zaklęcia sprawiającego, że ziemia się trzęsie, powietrze zaczyna płonąć, a źródło wysycha lub zostaje zatrute. Podobno właśnie temu zawdzięczał swój przydomek Władcy Dżinów. Szeptano też, że potrafi rozmawiać ze zmarłymi i pragnie powrotu Ahrimana, perskiego boga Zła, co jednak nie zostało nigdy dowiedzione.

Miasto pełne Mitów

Ruiny miasta IremRuiny miasta Irem

Trudno już dziś powiedzieć ile prawdy jest w tych ludowych przesądach. Faktem niezbitym pozostaje jednak, że Thomas Lawrence, mając u boku tak niezwykłego „adiutanta”, stanął na czele dzikich arabskich nomadów w sile około 2000 ludzi, a następnie odniósł zwycięstwo nad ośmiokrotnie liczniejszą armią turecką. Większość historyków zajmujących się tym tematem całą zasługę przypisuje inteligencji oraz nieszablonowej taktyce pułkownika. Jednak tych kilku Europejczyków, którzy walcząc u jego boku wspomagali wiedzą i doświadczeniem arabskich powstańców, wspomina o rzeczach absolutnie nie przystających do naszej wizji świata. Jak utrzymują biali weterani tamtego konfliktu, pułkownik Lawrence, za namową Sohrawardiego, już w pierwszych miesiącach powstania udał się na daleką wyprawę w poszukiwaniu mitycznego Irem – zaginionego miasta o tysiącu filarach. Głęboko w piaskach pustyni Ar-Rab al-Chal na terenie dzisiejszego Omanu, oddział arabskich buntowników, podążający za wskazówkami Sohrawardiego, odnalazł ruiny miasta słynącego niegdyś ze wspaniałych świątyń o złoconych kolumnach. Jak twierdził ich ponury przewodnik, Irem zostało zniszczone, gdyż jego mieszkańcy, zajmując się okultyzmem i oddając cześć kamiennym bogom, przebudzili siły, których nie byli w stanie opanować.

O zajściach, jakie miały miejsce wśród milczących ruin Irem o tysiącu filarach, nawet doświadczeni biali weterani nie ważą się wspominać. Wiadomo jedynie, że odział arabskich powstańców spędził pomiędzy wyklętymi ongi budowlami całe trzy dni i trzy noce. Wiadomo też, że Sohrawardi, po odprawieniu tajemniczego i dziwnego rytuału, wraz z Thomasem Lawrence’m i kilkoma wybranymi żołnierzami zagłębił się w mroczną czeluść największej spośród ocalałych świątyń zaginionego miasta mitów. Efektów tej tajemniczej eskapady możemy się jedynie domyślać. Po opuszczeniu owego niesamowitego, obco wyglądającego miejsca, pułkownik Lawrence powiódł swe wojska do wielkiego zwycięstwa nad przytłaczająco liczniejszymi oddziałami tureckimi, a następnie w glorii chwały powrócił do rodzinnej Anglii. Wraz z nim na Wyspy przybył także jego nowy mentor i zaufany doradca Sohrawardi, przywożąc ze sobą niesamowitą kolekcję glinianych tabliczek oraz kamiennych figurek, których pochodzenia nikt nie był w stanie określić. Wkrótce obaj rozpoczęli współpracę z brytyjskim ministerstwem wojny. Co z tego wynikło? To pozostaje w sferze domysłów i badań jedynie najśmielszych spośród Badaczy Tajemnic.
KOMENTARZE (0) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Copyright © 2004-2017 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 29 cze 2017, 02:59 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka